Ignacy Krasicki PRZYJACIELE Zajączek jeden młody Korzystając z swobody Pasł się trawką, ziółkami w polu i ogrodzie Z każdym w zgodzie. A że był bardzo grzeczny, rozkoszny i miły, Bardzo go inne zwierzęta lubiły. I on też, używając wszystkiego z weselem, Wszystkich był przyjacielem. Raz gdy wyszedł w świtanie i bujał po łące, Słyszy przerażające Głosy trąb, psów szczekania, trzask wielki po lesie. Stanął... Słucha... Dziwuje się... A gdy się coraz zbliżał ów hałas, wrzask srogi, Zając w nogi. Wspojźrzy się poza siebie; aż tu psy i strzelcel Strwożon wielce, Przecież wypadł na drogę, od psów się oddalił. Spotkał konia, prosi go, iżby się użalił: "Weź mnie na grzbiet i unieś!" Koń na to: "Nie mogę Ale od innych będziesz miał pewną załogę". Jakoż wół się nadarzył. "Ratuj, przyjacielu!" Wół na to: "Takich jak ja zapewne niewielu Znajdziesz, ale poczekaj i ukryj się w trawie, Jałowica mnie czeka, niedługo zabawię. A tymczasem masz kozła, co ci dopomoże". Kozieł: "Żal mi cię, niebożę! Ale ci grzbietu nie dam, twardy, nie dogodzi: Oto wełniasta owca niedaleko chodzi, Będzie ci miętko siedzieć". Owca rzecze: Ja nie przeczę, Ale choć cię uniosę pomiędzy manowce, Psy dogonią i zjedzą zająca i owcę. Udaj się do cielęcia, które się tu pasie". - "Jak ja ciebie mam wziąć na się, Kiedy starsi nie wzięli?" - cielę na to rzekło; I uciekło. Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły, Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.
czwartek, 11 kwietnia 2013
Happy Tree Friends
wtorek, 9 kwietnia 2013
Edward
Niejaki Edziu A. Crowley podobnoż twierdził że najlepszą ofiarą jest dziecko płci męskiej o wysokiej inteligencji a po niej ofiara zwierzęca. Jednak miało się do niej posiadać pełne prawo. Cóż, niektórzy są w stanie poświęcić wewnętrzne dziecko w sobie (wszak do żadnego innego nikt nie ma prawa jeśli chodzi o ofiarowywanie i własność) i swą inteligencję by zacząć kombinować z potrzaskanym umysłem i stać się starym głupcem, uważającym się np. za największego poetę popełniającego elementarne błędy związane z nieznajomością nastawienia mitologicznych bóstw do przypisywanych im w cudacznej poezji atrybutów (osobiście czułbym się urażony, gdybym na ten przykład był Dianą i przypisywano mi jedwabne pantofle godne jakiejś mieszkanki lupanaru - ubieranych do polowań - to jak sławić taterniczki chodzące w szpilkach po górach). Zrozumienie po poświęceniu tej "inteligencji eonu Ozyrysa" dzięki której zdobył umiejętności i wiedzę, jednakowoż Edziowi najwyraźniej zostało odebrane. Jednakowoż rażące błędy pozwalają na pewne hipotezy, zwłaszcza gdy się je widzi i wie co w pewnych miejscach powinno się pojawić, a co na pewno nie - choć zabawne ile osób tego nie widzi i nie rozumie zaślepionych wmówionym autorytetem thelemiczno-dogmatycznego Edzia.
Stary głupiec nigdy najwyraźniej nie zrozumiał, że różnicowanie psychiczne płci związane jest z dzieciństwem. I nie chodzi o to by być biseksualistą czy dajmy na to metroseksualnym oszołomem - w końcu seksualność bywa dosyć osobniczą kwestią - tylko o to by z dziecinną niewinnością podchodzić do dowolnej opcji, bez względu na to którą ktoś reprezentuje. Z niewinnością nie rozumiejącej seksualności osobowości oceniającej kogoś nie przez pryzmat tego z kim śpi, tylko jaka dana osoba jest (niejakiej aktorce Szczepkowskiej, pomimo wychowania wśród gejów którym się chwaliła w jednym z ostatnich wywiadów dopiero na starość rzuciło się w oczy że na tym świecie są jakieś lobby - widać jak była młoda i ładna i chętnie brana - do sztuk - nie rzucało jej się to w oczy).
Therion - bestia pukająca w ramach pewnych rytuałów w pieczęcie w trakcie przywołań - czekał aż mu otworzą. Jednakowoż zrozumienie pewnych kwestii związanych z "katem norm" mającym według Edzia zakończyć "eon Ozyrysa" i m.in. doprowadzić do likwidacji m.in. katolickiego kościoła była mu obca. Między innymi tym, że to czego nienawidził np. zacofania, pazerności etc. wynikało nie z nauk Jezusa, ale ich totalnemu zlekceważeniu przez wysoką hierarchię kleru który pokłonił się zestawowi pism przygotowanemu na zlecenie cesarza Konstantyna, któremu nie zależało na prawdzie nauk, tylko na religii centralizującej jego władzę z urzędasami podającymi się za kapłanów cieszących się jego przychylnością. Patriarchat czy matriarchat są obce chrześcijaństwu jako szanującego na równi matkę i ojca mających równe prawa - zgodnie z przykazaniami i naukami Jezusa - co oznacza że "eon Horusa" rozpoczął Jezus a nie ktoś "kto nadejdzie". Patriarchat w świątyniach i matriarchat w klasztorach wraz z wymuszonym celibatem to rzecz tak obca chrześcijaństwu jak np. robienie kardynała-bratanka z wykorzystywanego seksualnie adoptowanego żebraka przez pewnego tzw. katolickiego papieża czy uznawanie człowieka za własność prywatną drugiego - nie do pomyślenia we wspólnocie Piotra.
Zapewne czuje się jak Edziu każdy, kto z utęsknieniem wykorzystuje demoniszczowe "enochiańskie" teksty by rozwalić wiadome pieczęcie, określony porządek i by każdy był obojniaczą mrówką w świecie bez żadnych normalnych autorytetów (dla niektórych autorytetem są osoby takie jak np. Doda, Macierewicz czy gość który się uśmiechał z okienka i olewał problemy z podwładnymi pedofilami), w której byle szczyl np. w wieku 16 lat ma prawo do decydowania o losie ludzi którzy wiedzą więcej i mają większe doświadczenie jak również o tych którzy czasem mają mniej rozsądku w wieku 40 lat od 12 letniego starca po ulicznych przejściach. To że gdzieś tam w tle rozpętują się jakieś wojny to co to kogo obchodzi. W końcu nawet Edziu stwierdził że świat dąży do równowagi, a pukanie do pieczęci które ktoś otwiera generuje swoistą falę i reakcję zwrotną. Dlatego mimo wszystko lepiej pozbyć się potrzeby pukania. ;] Niektórzy mają wszak dzwonki.
Autorytety niestety jak wszyscy ludzie są uczniami. I bywają omylni. Jeśli wpływają na niewielu - to mały problem, gorzej jeśli stają się autorytetami dla wielu, będąc w rzeczywistości celowymi kłamcami, oszustami oczekującymi zysków, podwyższenia ego czy innych tego typu kwestii. Większość tzw. świętych należałoby zlustrować. Ale tu wszak nie chodzi o prawdę tylko o utrzymywany przez demoniszcza mit wykorzystywany przez niektórych do utrzymywania kontroli nad większymi grupami.
Frater Perdurabo w trakcie swoich poszukiwań zapomniał o czymś. Zmiana świata pod swoją wizję prawdy ma swoje konsekwencje. Równowaga wszak musi zostać zachowana. Światło gwiazd widać tylko w ciemności. Im więcej gwiazd - tym więcej ciemności według reguł świata równowagi które sobie wykoncypował programując demoniszcza w ramach tzw. "konwersacji z świętym aniołem stróżem". A program jeśli opiera się o sprzeczne założenia stawianych tez powoduje zawirowania hmm... hipotetycznych kronik. Dlatego nie warto ustalać za dużo, zwłaszcza jeśli nie rozumie się podstaw. Czasem wystarczy popukać się w czoło - to też może otworzyć inną ścieżkę na sferze możliwości określonej promieniem długości własnego życia, pokrywającej się z innymi sferami.
Jeszcze 39 aktualizacji...
Polityka demoniszczy odnosząca się do wykańczania osób które nie wierzą w wiernopoddańcze błagania o łaski, ciągnie się od wieków. Nie żeby nie przejmowali też drugiej strony - ale to głównie wtedy gdy trzeba było wykończyć ludzi inteligentnych - wierzących czy nie to drugorzędna kwestia. Ważne że inteligencja została zniszczona, zwłaszcza ta, która nie chciała się łatwo poddawać.
Zatem ogólna polityka w zarysie odnosi się do niszczenia inteligencji wśród ludzi i zastępowania jej szczekającymi i nie rozumiejącymi nawet powodów swojego szczekania osobami - a to niby wierzącymi a to niby ateistami a to wierzącymi tak, a to śmak. Zazwyczaj uderzającymi nie bezpośrednio w siebie nawzajem, ale pośrednio w tych którzy są na tyle inteligentni by rozumieć że życie trwa, póki ktoś nie będzie chciał wleźć w butami w nasze własne i nie zdecyduje czy to co robimy jest słuszne z czyichś powodów. W imię wiary, idei, czy założeń np. narodowych które mają się w zasadzie nijak do założeń np. sprzed 1000, 2000 czy 5000 lat, a wszak wtedy też istniało życie - niektórzy nawet mieli poczucie "dumy narodowej", "walki o wiarę" etc. I tak umarli i tak, bez względu na to, w co wierzyli.
Zagrożenie dla demoniszczy zapewne stanowi wiedza o biofizyce ich ciał i sposobie ich działania. A kwestia tego jaką formę przyjmują w interpretujących świadomościach ludzi - to wszak kwestia drugorzędna. Podstawą w takim ujęciu byłoby znalezienie obiektywnego narzędzia badawczego, którego działania nie byłby w stanie zakłócić obiekt badany - a zatem demoniszcza wszelkiego autoramentu i proweniencji.
Zakładając, że wielowiekowa polityka wywoływania wojen i konfliktów wśród ludzi z wykorzystaniem elementów pseudoreligijnych - wierzeń ludzi opierających się o swoje mitologie i doświadczenia przodków opisujących kontakty z demoniszczami jako bytami które potrafią rzeczy które były przypisywane bogom miałaby się kiedyś skończyć, ludzie najpierw musieliby znaleźć odpowiednie narzędzie do udowodnienia przede wszystkim że coś takiego istnieje i nie jest to kwestia wiary a kwestia powtarzalnego empirycznego dowodu. Dowód jednakowoż nie na istnienie Boga czy jego nieistnienie - a na istnienie w przestrzeni w której istniejemy świadomości innych niż ludzkie.
W czyim interesie miałby się on znaleźć?
Kleru wszech autoramentu?
Demoniszczy?
Wierzących?
Ateistów?
W czyim interesie miałby się on znaleźć?
Kleru wszech autoramentu?
Demoniszczy?
Wierzących?
Ateistów?
To byłoby oczywiście prostsze gdyby przedstawiana przez fanów demoniszczy rzeczywistość była naprawdę taka jak mówią. Jednakowoż skoro niektórzy wierzą w książkę, będącą zlepkiem kilkunastu religii powiązanych twierdzeniem że ich jedynym źródłem jest Jezus, podczas gdy ilość prawdziwych nauk Jezusa jest w sprokurowanej na żądanie bestii - Konstantyna - księdze naprawdę śladowa i jest przez to jedną z najbardziej zakłamanych ksiąg godnych wyznawców księcia kłamstw i traktują jako największą świętość podczas gdy jej autorzy nie mieli tyle problemów z kładzeniem cudzych nauk przydatnych władcy w przeciwieństwie do rzeczywistych w usta Jezusa - to skoro tak, to czego można oczekiwać od "wierzących"? Uwierzą we wszystko, ważne że poda to autorytet któremu uczeni są służyć od wczesnego dzieciństwa. Myślenie? Wystarczy powiedzieć że trzeba myśleć nad tekstami natchnionej księgi. Problem w tym, że niektóre "natchnione" teksty mają swoisty kod weryfikacyjny zawarty w źródle. I gdy zacznie się myśleć i sprawdzać źródła z których pochodzą okazuje się, że Piotr nazywany świętym był wierzącym komunistą, podobnie jak inni członkowie gmin chrześcijańskich, co było solą w oku każdego władcy zważywszy na podejście do własności prywatnej - co zresztą zdyskwalifikowało Mahometa od razu gdy udał się do chrześcijańskiej gminy gdy demoniszcze przemówiło do niego. On po prostu nie rozumiał idei skrywanej przez chrześcijan ze względu na świadomość prześladowań za ich głoszenie. To że nauki chrześcijańskie były głoszone według osób blisko związanych z władzą w czasach Konstantyna wśród tzw. "ciemnych typów" byłoby jasne gdyby zrozumiano ideę rozdawania swego majątku, "wielbłąda przechodzącego przez ucho igielne" itd. itd. jako że osoby związane z władzą były przywiązane do swych majątków i przede wszystkim - swoich niewolników, którzy jako własność prywatna nie mogła zaistnieć w gminie chrześcijańskiej.
A koncepcja pozbawiania wbrew woli własności człowieka, którą wypracował, wszak jest jedną z najbardziej konfliktogennych w dziejach świata. Ot taki demoniszczy pomysł, który sprawdza się wśród oświeconych którzy faktycznie pracują dla dobra innych w ramach swej wspólnoty, natomiast w momencie pojawienia się choć jednej osoby która tego nie rozumie i pragnie wykorzystać innych pojawiają się konflikty na tle własnościowym.
Trzeba umieć myśleć jak demoniszcze żeby to zrozumieć.
No albo jak budda - względem potrzeb. Tych materialnych.
Względnie Piotr w którego towarzystwie Ananiasz z żoną trupem padli za to, że nie zrezygnowali z własności prywatnej na rzecz wspólnoty - wszak było tam też podobno demoniszcze zwane duchem, świętym.
Trzeba umieć myśleć jak demoniszcze żeby to zrozumieć.
No albo jak budda - względem potrzeb. Tych materialnych.
Względnie Piotr w którego towarzystwie Ananiasz z żoną trupem padli za to, że nie zrezygnowali z własności prywatnej na rzecz wspólnoty - wszak było tam też podobno demoniszcze zwane duchem, świętym.
Niektórzy wolą srebrniki niektórzy miasta, wioski, ksiąstewka, hrabstwa itd. itd. na własność by samojedni tymi wartościami władać.
Odnosi się do też do tzw. jedynie słusznych opcji politycznych - jeśli tylko określona opcja ma rację i prowadzi do wyniszczenia innej to czym jest w rzeczywistości jak nie określonym chęcią posiadania srebrników czy złociszy opcją chęci władzy absolutnej nad swoimi przeciwnikami.
Jezus z ewangelii nie przymuszał do wiary, nakłaniał ale nie przymuszał. W przeciwieństwie do władzy która chce mieć zawsze swoją własność w określonym miejscu świadomości - pod sobą. A demoniszcza - cóż, od wieków starają się by ich istnienie nie było kwestią fizyki a mitu. Konflikty i niszczenie inteligencji czy to z prawej czy to z lewej strony światopoglądów wszak w tym pomagało.
A inteligencja opiera się o wiedzę, nie wiarę czy przekonania. Człowiek inteligentny jest w stanie w przypadku zetknięcia z dowodem przewartościować swoje przekonania. Fanatyk - nie.
A inteligencja opiera się o wiedzę, nie wiarę czy przekonania. Człowiek inteligentny jest w stanie w przypadku zetknięcia z dowodem przewartościować swoje przekonania. Fanatyk - nie.
Wśród bitew fanatyków dowolnej opcji zazwyczaj ginie to, o co walczą. Przekonania nowych pokoleń. Dzieci. Swoich i nieswoich.
Prawdy lekceważone albo przez jedną albo przez drugą stronę wojowników frakcji która chce władzy nad drugą. Niektórzy ustępują przed siłą lub głupotą.
Kamieniami rzucanymi na oślep w imię obrony przed rzucanymi kamieniami.
Prawdy lekceważone albo przez jedną albo przez drugą stronę wojowników frakcji która chce władzy nad drugą. Niektórzy ustępują przed siłą lub głupotą.
Kamieniami rzucanymi na oślep w imię obrony przed rzucanymi kamieniami.
W strumieniu na G+ pojawił się niedawno opis fotografii znalezionej w jakiejś książce z podpisem "Wielki wódz Kim Ir Sen rozwiązuje problem którego inżynierowie i naukowcy nie potrafili rozwiązać" - na której stał rzeczony dyskutując z rozmówcami na tle jakiejś budowy.
Prawda jak łatwo rozwiązuje się problemy gdy zagrozi się wsadzeniem do więzienia kogoś za niedotrzymanie terminu prac? Jak łatwo kogoś rozstrzelać za kradzież materiałów z budowy? Tu nie ma miejsca na wieloletnie sądzenie za machloje i kradzieże materiałów z takiej np. autostrady.
Tylko - kto tu jest komunistą?
Ten który kradnie by zyskać własność prywatną dla siebie i polepszyć swój los? Nepotyczny urzędnik w machinie tzw. partii? To ma być komunista? A może ten kto decyduje o życiu innych traktując je jak własność prywatną względem której odnosi się z wyższością decydenta? Sądzić czy nie sądzić oto jest pytanie.
Prawda jak łatwo rozwiązuje się problemy gdy zagrozi się wsadzeniem do więzienia kogoś za niedotrzymanie terminu prac? Jak łatwo kogoś rozstrzelać za kradzież materiałów z budowy? Tu nie ma miejsca na wieloletnie sądzenie za machloje i kradzieże materiałów z takiej np. autostrady.
Tylko - kto tu jest komunistą?
Ten który kradnie by zyskać własność prywatną dla siebie i polepszyć swój los? Nepotyczny urzędnik w machinie tzw. partii? To ma być komunista? A może ten kto decyduje o życiu innych traktując je jak własność prywatną względem której odnosi się z wyższością decydenta? Sądzić czy nie sądzić oto jest pytanie.
"A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści"
Czy któryś z głoszących to hasło odróżnia komunizm od socjalizmu i rozumie z czym wiąże się brak własności prywatnej? Poza konfliktami z tymi którzy tego nie rozumieją?
Hasło odnosi się do przyszłości. Zatem osoba je wypowiadająca zdaje się być prorokiem przyszłych wydarzeń. Na ile jest fałszywym a na ile prawdziwym powinna wiedzieć sama poprzez sprawdzalność swoich przepowiedni. Komuniści (chrześcijanie po Chrystusie i przed Konstantynem - ci którzy nie padli trupem jak Ananiasz ale trafili na areny) wisieli na krzyżach, względnie palach lub byli konsumowani przez dzikie zwierzęta na arenach ku uciesze m.in. rzymian, których bawiły tego typu "imprezy", więc to raczej można by odnieść do przeszłości.
Najbardziej prawdopodobną opcją kiedy komuniści - osoby rezygnujące z własności prywatnej na rzecz wspólnotowej - trafiliby na drzewa (przy założeniu że władza nie potrzebowałaby jakiegoś "kozła ofiarnego" dla spragnionego krwi tłumu szukającego winnych wszędzie tylko nie wśród "swoich") to w obecnej sytuacji geopolitycznej i najbliższym odcinku jakiś 100-200 lat, to wówczas, gdy małe komuny w krajach np. skandynawskich zostałyby oskarżone o bezwstyd przez fanatyków religijnych i przy obecnym wzroście populacji "muzułmanów" zwyciężyłaby opcja popierająca "zabijanie niewiernych". Wszak chrześcijanie nie wieszaliby na drzewach nikogo trzymając się przykazania "nie morduj". Prawdaż? Niewierni przykazaniu - nie mieliby z tym problemów (to taki demoniszczy dowcipasek - "śmierć niewiernym" czyli nawoływanie do mordu wśród ludzi którzy mają zakazane mordować - inaczej mówiąc mają popełnić samobójstwo jeśli kogoś zamordują - co zamyka wszak dostęp do "raju, hurys itd." /za życia/ - co niektórzy czynią, zgodnie z egregorialnym programem przez brak zrozumienia demoniszczowej pułapki na osoby wierzące w autorytety ale nie rozumiejące że głupców w raju demoniszcze raczej nie jest chętne gościć - a wszakże takich pułapek na niewiernych jest multum, zaiste Koran to natchnione demoniszczem pismo, ale przynajmniej dyktowane a nie składane z różnych religii jak te Konstantyna).
O kultystach spod znaku babilońskiej niepokalanej Jezusem dziewicy nawet nie ma co wspominać bo nawet nie kojarzą kiedy ten kult został wprowadzony do Watykanu i powodach dla których zostało to zrobione - długofalowe plany ośmieszenia struktury kleru katolickiego który nic sobie nie robił z ludzi, traktując jak swoją własność - zwierzęta do wykorzystywania we własnych gierkach władzy. Gier często krwawych, zwłaszcza gdy zyski finansowe były warte zdrad tzw. papieży i sprzymierzania się to z tym czy z innym władcą by zniszczyć konkurenta. Niektórzy wszak pamiętają który tzw. papież wznosił toasty za diabła, a papież wszak ma według katolików dogmatycznie zawsze rację w sprawach wiary (osobiście uważam, że w ciągu wieków istnienia tego urzędu było na nim więcej satanistów niż kultystów religii Konstantyna, chrześcijan w ujęciu nauk Jezusa - nie było). Czy zatem należy przyjąć dogmatycznie że za diabła trzeba wznosić toasty i na stos wrzucać innowierców politycznych opcji władzy nad stadami zwierząt - bezmyślnych owiec i baranów co do których ma się oczekiwania jak do własności prywatnej zamieszkującej wsie czy miasta co do których miało się akty własności? A może mylę się zadając pytania komuś kto może nigdy ich nie przeczyta ani ich nie zrozumie?
Ale o czym mam pisać? Zwłaszcza gdy w tle aktualizacje na laptopie się ciągną? Może o zdrowiu? :]
Wczoraj pół dnia bolała mnie głowa bardzo bardzo. Zapewne efekt stosowanego od piątku ekstraktu z kolendry zwiększającego ukrwienie i wybijającego z tkanek m.in. rtęć. Jednakowoż ze względu na pojedyncze wiązanie siarkowe, nie działające do końca jak powinno. Z tego też względu po powrocie z pracy przespacerowałem się po aptekach w poszukiwaniu kwasu alfa-liponowego (ALA) z podwójnym wiązaniem. W aptekach - nie do dostania, chyba że na zamówienie ("Magicza Apteka" przy Tesco - 90 kapsułek bez podania dawki ile jest tego kwasu w ampułce ok. 33 zł.), albo w ramach kompleksu związków - od ok 34 zł (30 tabletek, 300 mg kwasu na tabletkę) do ponad 50 zł). W Internecie sam ALA - 120 kapsułek, 300 mg - ok 45 zł bez kosztów przesyłki. Dawka dzienna do przyjmowania to jakieś 600 mg. A do tego jakieś komplety witamin, selen, magnez.
Po zażyciu 2 kapsułek głowa przestała mega boleć przechodząc na standardowe na mnie odczucia (uciski, "wata w głowie", kłujące drobne proszki "igiełkowate punkciki", wzrok pogorszony przez efekty "gwiazdek" pod zamkniętymi powiekami nakładającymi się na obraz - coś jak efekt niedotlenienia i mroczki przed oczami przed utratą przytomności tyle że w mniejszym stopniu). Alkohol powoduje tylko szybką utratę przytomności i raczej depresyjnie niż euforycznie - więc nawet upić się nie da bo tylko boli bardziej. :]
Stosowanie środków przeciwbólowych i objawowych tylko ukrywa przyczyny i doprowadza do pogorszenia tego stanu, ale w końcu kto w tym kraju by się przejmował wyleczeniem pacjentów a nie leczeniem pacjentów - 50 zł za wizytę u co poniektórych tzw. lekarzy medycyny.
Wracając do demoniszczy.
...albo nie - aktualizacje się skończyły.
...albo nie - aktualizacje się skończyły.
piątek, 5 kwietnia 2013
Pif paf - zielony
Oko za oko, ząb za ząb.
Z racji patentowania genów przez co poniektóre jednostki badawcze składające się z innych jednostek, genów wszakże będących częścią organizmów żywych w tym płodów brzemiennych matek, sekwencji do których roszczą sobie wyłączne prawo, informuję, iż patentujące geny jednostki zostają pozbawione z dniem dzisiejszym wszelkich praw do posiadania tychże sekwencji w swoich organizmach i dziedziczących którzy mieliby zamiar przyznać sobie prawo posiadania tzw. patentów na geny do 7 pokolenia włącznie (co wiąże się z zanikiem wszelkich funkcji rozrodczych i inteligencji).
Niewolnictwo polegające na przyznawaniu sobie własności do fragmentów ludzi - żywych i martwych - zostało zniesione kilka tysięcy lat temu. I prawo względem którego się to odnosi właśnie zostaje wykorzystane przeciwko tym, którzy nadal pragną powrotu tego typu własności prywatnej.
Miłego dnia.
Z racji patentowania genów przez co poniektóre jednostki badawcze składające się z innych jednostek, genów wszakże będących częścią organizmów żywych w tym płodów brzemiennych matek, sekwencji do których roszczą sobie wyłączne prawo, informuję, iż patentujące geny jednostki zostają pozbawione z dniem dzisiejszym wszelkich praw do posiadania tychże sekwencji w swoich organizmach i dziedziczących którzy mieliby zamiar przyznać sobie prawo posiadania tzw. patentów na geny do 7 pokolenia włącznie (co wiąże się z zanikiem wszelkich funkcji rozrodczych i inteligencji).
Niewolnictwo polegające na przyznawaniu sobie własności do fragmentów ludzi - żywych i martwych - zostało zniesione kilka tysięcy lat temu. I prawo względem którego się to odnosi właśnie zostaje wykorzystane przeciwko tym, którzy nadal pragną powrotu tego typu własności prywatnej.
Miłego dnia.
czwartek, 4 kwietnia 2013
Fallout
...i przyjdzie jak złodziej.
Za nic mając prawo cudzej własności.
Za nic mając prawo cudzej własności.
Oddając się pod czyjąś opiekę np. w czasie modlitwy, oddawanie hołdu konkretnemu bytowi, duchowi, wiąże się z pewną kwestią poddaństwa. Otóż ten kto oddaje swoją wolę danemu bytowi staje się nieświadomym narzędziem, wierzącym że jest się wolnym. Narzędziem, który kierunkuje określone postawy, podsuwa ludzi którzy mają być spotkani, a czasem nawet wtrąca się świadomie przy nieświadomości tego osoby która jest pod wpływem - danego bytu. Zmieniających formę. W istocie swej nie zmieniających się od wieków.
Jeśli ktoś w nie nie wierzy staje się dręczonym człowiekiem przez istniejące w obrębie obszaru w którym działa dany byt sprzeczności wiary, potrzeb, nienawiści i miłości działające na jednostki które oddają mu hołd lub z jakiegoś powodu są przeciwne - nieważne co robią, ważne że punktem wokół którego krążą myśli jest własnie określony byt.
Charakterystyczne w osobach będących pod wpływem danego bytu, "bóstwa", czy "egregora" względnie "babilońskiej niepokalanej Jezusem dziewicy" jest to, że więcej czasu poświęcają Stwórcy - czyli elementom stricte naukowego podejścia do dzieła stworzenia i zasad jakimi się kieruje [to co się wie i co można sprawdzić], a bardziej nastawiają się na mity związane z określonymi czczonymi formami i efektami wtórnymi związków w obrębie obejmowanych przez działania "bytu" małych sieci międzyludzkich.
Wyparcie się bytu nie oznacza że byt wypiera się nas i możliwe że najpierw łagodnie, a z czasem coraz silniej pragnie byśmy pozostali w obszarze jego egzystencji - obszarze nazwijmy to szeolu w którym istnieją inne powiązane świadomości żywych oraz zapamiętane istnienia zmarłych osób. Ucieczka z obszaru wpływu czasem może się wydawać pozorna, a czasem w efekcie może dać tylko rzeczywistą śmierć, uwolnienie się od możliwych cyklów śmierci i nibynarodzin, gdy byt lub uwiązane w ramach szeolu pseudobyty programują nowe, żywe jednostki - dzieci, komplikując co najwyżej pewne obszary świadomości. To jak podchodzi dany obszar do kar i nagród wtórnie wpływa na życie istot pod jego wpływem. Czasem i do 7 pokolenia - i później - jeśli nie zostanie się uwolnionym spod określonego wpływu szeolu.
Pozbawione formy świadomości, potrafiące ją kształtować lub tworzyć iluzję formy w cudzych świadomościach same są swoistymi więźniami szeolu - obszaru oddziaływań określonego bytu, "egregora", "bóstwa". Obszary te nakładają się na siebie i stąd dla każdego można by wyróżnić zbiory Szeol' [prim] jako pochodne każdego podobnego istnienia związanego z kultem określonych jednostek. Ot taka matematyka w ezoteryce.
Na ile Budda wykreował swój szeol, na ile zrobił to Jezus lub Sai-Baba? Na ile wykreowali je ich poprzednicy? Cóż - ci którzy twierdzą "uwierzcie w moje królestwo" zazwyczaj mają na myśli drobny fragmencik rzeczywistości. Rzeczywistości świata Boga i stworzenia w którym istnieje też tylko element wspólny wszystkich tych metod. Rozróżnienie zatem co jest tu boskie a co cesarskie, lub inaczej mówiąc królewskie w każdej pochodnej szeolu raczej prowadzi do zrozumienia na czym polega błąd i jednocześnie efekt wtórny przywiązania się do swojej wizji percepcji i formy wyznawanego świata rzeczywistości.
Zapewne nie zrozumiecie moi drodzy czytelnicy o co mi chodzi. Zdecydowana większość z was ma wszak przy sobie świadomości które działają w obrębie wyznawanych przez was bytów. Niezależnie czy są to wyznawane byty stricte osobowe czy też są to określone idee [choć idee przynajmniej nie są obrazem które ktoś czci] to tworzą obszary które oddziałują wtórnie właśnie na was. W każdej chwili waszego istnienia. Jeśli nie są osobowe to macie szczęście, osobowe świadomości czasem bywają aż nadto pasożytnicze. Choć jak twierdzą niektórzy - póki istnieje ich obraz póty "żyją", w końcu dla niektórych pozostanie tylko wyobrażenie na ich temat co wszak wtórnie jest w stanie wpłynąć na nie same.
Czy budda uciekł od swojego pałacu i wrócił jako świadomość w cudzym ciele, a przez to wciąż i wciąż był zmieniany przez to co zmieniał? Jak był zmieniany przez świadomości cudzego Szeolu? Jak zmieniało się królestwo Buddy w tym czasie? A może powinienem napisać - Jezusa - ucznia? Czasem naprawdę żeby się uwolnić trzeba umrzeć. Choć - im bardziej jest się pamiętanym tym mniejsze są na to szanse. I od kary wymierzanej w pamięci Szeolu.
Karze mitów, wciąż i wciąż wtaczanego kamienia na szczyt, karze odrastającej wątroby po przybiciu do skały. A czasem do krzyża.
Ot taka demoniszcza złośliwość robienia ze swoich ofiar jeszcze większych ofiar - no jeśli uwierzą. Dlatego Jezusa należy ściągać z krzyża kiedy się da. I niszczyć to na czym umieścił go kler swoimi wyrokami. Należy pamiętać że to nie był malusieńki Jezus czy Jezus mordowany na oczach tłumu który podobno go wielbił do następnej atrakcji i sztuczki jaką miał pokazać, a to, że Jezus naprawdę nie znosił uczonego w piśmie kleru i walczył z nim słowem. I takiego właśnie dorosłego, niesamowicie wkurwiającego kler, należy go zapamiętać. Jeśli w tym smutnym Szeolu wykreowanym przez kler który ukląkł przed zaleceniami Konstantyna nie ma być co roku mordowany a potem umieszczany na krzyżu i cierpieć w swej smutnej świadomości uwięzionego bytu, który był uczniem i nie do końca zrozumiał o co w tym wszystkim chodzi.
Nie żebym ja to zrozumiał - to w końcu tylko imaginacyjna hipoteza - poza tym że właściwie większość z moich drogich czytelników ma głęboko w dupie czy to co piszę to prawda czy nie. Tyle to już zrozumiałem lata temu. A wy?
Ile czasu dajecie Sai-Babie aż się stoczy w swej iluzji prawa do przejmowania ciał i inkarnacji a wraz z nią prawdy nauk które przekazywał? Zmieniania się w pasożyta małych dziecięcych świadomości, który czasem jest tak przekarmiony że rozpada się na kilka części? A z drugiej strony - kto ma nauczać? Uwolnić się i dać spokój swojej iluzji pałacu czy trwać w uśmiechu i tracić świadomość swoich własnych nauk wraz z kolejnymi pokoleniami wyznawców i mitów na własny temat? Mitów... Nie prawdy.
Okruch skały jest twardy, mały i sprawia ból, ale jest znacznie prawdziwszy dla małża niż kolorowa wydzielina chorego mięczaka wokół niej. I czasem pozostaje właśnie ta bolesna świadomość świata, w której szuka się usprawiedliwienia dlaczego tak jest jak jest - czy to za pomocą mitów, czasem kłamstw by uwierzyć że jest lepiej niż jest.
A jest smrodliwie.
Ilość świątyń nie zmienia fałszu wykładanych w nich nauk.
Ilość głosów oddanych na polityków nie świadczy o ich uczciwości.
Ilość...
A jest smrodliwie.
Ilość świątyń nie zmienia fałszu wykładanych w nich nauk.
Ilość głosów oddanych na polityków nie świadczy o ich uczciwości.
Ilość...
"Prowadź nas mistrzu Rahlu.
Nauczaj nas mistrzu Rahlu.
Chroń nas, mistrzu Rahlu.
Rozkwitamy w Twojej chwale.
Osłania nas Twoje miłosierdzie.
Twoja mądrość przerasta nasze zrozumienie.
Żyjemy tylko po to, by Ci służyć.
Nasze życie należy do Ciebie."
T.Goodkind - "Miecz Prawdy"
Nauczaj nas mistrzu Rahlu.
Chroń nas, mistrzu Rahlu.
Rozkwitamy w Twojej chwale.
Osłania nas Twoje miłosierdzie.
Twoja mądrość przerasta nasze zrozumienie.
Żyjemy tylko po to, by Ci służyć.
Nasze życie należy do Ciebie."
T.Goodkind - "Miecz Prawdy"
Niektórzy wierzą w mistrzów - skończonych, którzy już wiedzą wszystko co najmniej z danej dziedziny. A i tak kończy się na tym że okazują się albo uczniami albo wielbicielami swoich tytułów i wiary w to, że są określani prawdziwie przez innych - albo uczniów albo wielbicieli. Tao w tym jak rozpoznać w czym można zaufać drugiej osobie.
Jak służyć "mistrzowi Rahlowi"? Zadając podchwytliwe pytania. Kierując się prawdą prowadzić go ku zrozumieniu. Ot jak Jezus faryzeuszy. Choć ich zrozumienie doprowadziło do jego śmierci.
Jakie zrozumienie widzicie moi drodzy czytelnicy wśród współczesnego sobie kleru wszech możliwych panujących u was religii?
Nie tych na drugim końcu świata, ale tuż obok was.
No i co sądzicie?
A może...
No i co [przecinek] sądzicie?
A może...
No i co [przecinek] sądzicie?
Wypowiedzi zapisanej przeszłości.
Aha. Imperialistom na czele Korei Północnej mówię stanowcze nie - podobnie jak względem ich adwersarzy. Nepotyzm to nie jest cecha komunizmu.
Dyktatorzy nigdy nie byli i nie będą komunistami. W imię idei komunizmu zawsze go niszczą przez brak zrozumienia, że jeśli kogoś usiłuje się zmusić do bycia kim nie jest - siłą lub podstępem - zazwyczaj nie tworzy nowego komunisty z takiej osoby a tylko kogoś uprzedzonego do osoby która te metody stosuje i jej wyobrażenia na temat komunizmu. Albo innego systemu politycznego który reprezentuje. Systemy z dynastiami władców z komunizmem nigdy nie miały nic wspólnego. I choć chciwi i chytrzy zawsze będą z oddaniem patrzeć w stronę zachodu, a osoby myślące o duchowości (nie piszę że dobrze myślące :]) na wschód to nie zmieni tego że problemy które nie są rozwiązywane natychmiast z czasem narastają do postaci milionów ton plastiku w oceanach. Gór śmieci i odpadów. Kloak cywilizacji.
Dyktatorzy nigdy nie byli i nie będą komunistami. W imię idei komunizmu zawsze go niszczą przez brak zrozumienia, że jeśli kogoś usiłuje się zmusić do bycia kim nie jest - siłą lub podstępem - zazwyczaj nie tworzy nowego komunisty z takiej osoby a tylko kogoś uprzedzonego do osoby która te metody stosuje i jej wyobrażenia na temat komunizmu. Albo innego systemu politycznego który reprezentuje. Systemy z dynastiami władców z komunizmem nigdy nie miały nic wspólnego. I choć chciwi i chytrzy zawsze będą z oddaniem patrzeć w stronę zachodu, a osoby myślące o duchowości (nie piszę że dobrze myślące :]) na wschód to nie zmieni tego że problemy które nie są rozwiązywane natychmiast z czasem narastają do postaci milionów ton plastiku w oceanach. Gór śmieci i odpadów. Kloak cywilizacji.
Naprawdę nie rozumiem wielbicieli Fallouta i wielbicieli innych postapokaliptycznych wizji światów. Czy naprawdę tak lubią zimę postnuklearną?
Za oknami jakby zamarzało piekło, a niektórzy nadal by uważali że fallouty są super - gdy taka zima może ciągnąć się latami. Niektórzy zaś drażniliby dyktatorów myśląc że ekonomia powstrzyma ich przed czymkolwiek. Jakby nie rozumieli że dla dyktatora nie liczy się nic poza osobistymi urazami do świata i taki jest w stanie wykorzystać cały naród by okazać swą imaginacyjną wyższość nad przeciwnikiem. Choć, póki zasięg dotyczy bliższych niż dalszych okolic, wtedy drażni się takiego by mieć gdzie wykorzystać potencjał swojego własnego lobby zbrojeniowego. Prymitywny umysł dynastycznego dyktatora to nie umysł filozofa - komunisty. O nie. Taki to gdy wskaże się błędy będzie skazywać na stosy, czasem nuklearne, najmniej winnych całej sytuacji - tylko po to by komuś dopiec. Prymitywniejsze są tylko umysły ekonomistów - lobbystów - wierzących w to, że można wygrać w przypadku nuklearnego skażenia i stuletniej zimy gdy ktoś wykorzysta te kilkadziesiąt tysięcy wirówek do wzbogacania uranu w celach innych niż "pokojowe".
Za oknami jakby zamarzało piekło, a niektórzy nadal by uważali że fallouty są super - gdy taka zima może ciągnąć się latami. Niektórzy zaś drażniliby dyktatorów myśląc że ekonomia powstrzyma ich przed czymkolwiek. Jakby nie rozumieli że dla dyktatora nie liczy się nic poza osobistymi urazami do świata i taki jest w stanie wykorzystać cały naród by okazać swą imaginacyjną wyższość nad przeciwnikiem. Choć, póki zasięg dotyczy bliższych niż dalszych okolic, wtedy drażni się takiego by mieć gdzie wykorzystać potencjał swojego własnego lobby zbrojeniowego. Prymitywny umysł dynastycznego dyktatora to nie umysł filozofa - komunisty. O nie. Taki to gdy wskaże się błędy będzie skazywać na stosy, czasem nuklearne, najmniej winnych całej sytuacji - tylko po to by komuś dopiec. Prymitywniejsze są tylko umysły ekonomistów - lobbystów - wierzących w to, że można wygrać w przypadku nuklearnego skażenia i stuletniej zimy gdy ktoś wykorzysta te kilkadziesiąt tysięcy wirówek do wzbogacania uranu w celach innych niż "pokojowe".
A właśnie, 3 sezon "Gry o tron" się zaczął.
Obszar w którym funkcjonują demoniszcza podające się za Elohim pełne są głosików sędziów oceniających za wypowiadane słowa (i nie tylko). Istnieją wierne swej wierze i wraz z czasem przez niektóre obszary Szeolu zastępowane nowymi. Z czasem przekształcające się w inną formę. Czasem odwołujące się do określonego wzorca zachowanego w kamieniu. Metamorfoz kształtujących świadomość zamkniętych wzorem określonych struktur.
Ciekawe co by na tę obecną sytuację geopolityczną powiedzieli Starkowie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)