wtorek, 31 maja 2011

Stephen

Moje życie to ciąg rozpaczy, ukrywanych żalów, smutku i samotności. Ukrywanej, bo gdy była okazywana ludzie zaczynali się odsuwać, szybciej, przy ukrywanej tylko później, czując się nieswojo przy mnie. Nie rozumiejąc co jest nie tak. Nie uważając za słuszne uwierzyć, gdy mówiłem co jest nie tak, wierząc bardziej sobie i obcym ludziom, dla których rozwiązaniem problemów jest tłumienie objawów. Dla których nie liczy się usunięcie przyczyn i człowiek, jego osobowość, tylko kolejny dochód od kolejnego pacjenta po wypisaniu recepty po wydaniu diagnozy po 5 minutach od wejścia do gabinetu. Masowe przetwarzanie psychiki bydła.
Ludzie nie wierzą w coś czego sami nie doświadczyli, uważając że czasem z wszystkim można sobie poradzić, jeśli nie widzą fizycznych zmian. Wysokogórskie wspinaczki dla prof. Hawkinga? Umieć, rozumieć, a potrafić? Wierzyć że jest inaczej niż mówią wszyscy wokół? I mieć często więcej racji niż inni, ale być ignorowanym bo to co się mówi wydaje się niemożliwe?
Jak to jest być pod wpływem demoniszcza? Bytu którego bawiło poniżanie, zamykanie w klatce własnego pokoju i wpływania na przekonania które odciągały od ludzi, jakiejkolwiek religii łączącej wspólnotę? Bytu, wywołującego chorobę, uszkodzenia, które nawet leczone Difraelem, lekiem na "przeczyszczenie" naczyń włosowatych sprowadzanemu z zagranicy nie były w stanie powstrzymać zamykającej dopływ tlenu do mózgu skawalonej skorupy "pyłu", o którym pisałem już wcześniej. Wywołującej depresję i otępienie, problemy przy jakimkolwiek wysiłku fizycznym. Pyłu, który do organizmu wprowadzają idioci bawiący się w satanizm, przywołujący byty i niszczący ludziom życie. Tak jak Piotrek Sz. mieszkający w dzieciństwie w moim bloku który sam mógł być pod wpływem demoniszcza. Kto tu kogo słuchał? Demoniszcza, przy którym wymyślenie klątwy na odwdzięczenie się za każdy dzień, godzinę, minutę czy nanosekundę zamknięcia i zabawy czyimś życiem w sposób, który zacznie się z ostatnim oddechem rzeczonej osoby, zamykając ją na lata w gnijącym ciele lub w urnie z prochami - na czas równy oddziaływaniu wszelkich "uroków" które tamta rzuciła na dowolną osobę - albo do przyjścia Chrystusa, który go uwolni i "przywróci do życia", nie stanowi większych problemów. Bo demoniszcze jest chytre i jest złe. Potrafi udawać i wpływać na kogoś tak, że sam nie wie że udaje. Być niewykrywalnym, udającym "aniołka" bytem.
Wiecie kiedy uznacie że "magia" i "satanizm" czy "wiedźmy" są złe? Kiedy dowiecie się jak to wygląda od strony fizyki. Kiedy ktoś wam udowodni istnienie sposobów na zabicie kogoś bez fizycznego bezpośredniego kontaktu. Czy wtedy zapłoną stosy? Ha, a wiecie kto na tym skorzysta? Ludzie? "Nie zabijaj"? Nie. Demoniszcza, którym nikt nie będzie potrafił porządnie przypierdolić? Stosy i polowania na czarownice to w sporej większości był efekt luteranizmu. M.Lutra, który sądząc po objawach o których czytałem miał również do czynienia z zamknięciem i z demoniszczym wpływem, choć zapewne określenie "anieliszcze" jest tu sensowniejsze bo zapewne na niego akurat demoniszcze wolało stosować metodę "na dobrotliwego", chroniąc przed atakami innych bytów. Moje demoniszcze też parę razy "mnie" chroniło, ale otępiającej warstwy jakoś nie uznało za stosowne się pozbyć. Podobnie wszelkich "pyłków". Problem jednak który pozostanie to kwestia zrozumienia przez "wiedźmy", "satanistów" itd. fizycznych aspektów swej działalności i zrezygnowaniu z pewnych metod. Na rzecz przypierdalania wpływającym na nich i innych złośliwych, niewidzialnych "graczy rpg", którzy znają całkiem zaawansowane techniki zarówno leczenia, zabijania jak i kontroli.
Problemów ten świat i tak ma za dużo, chcących rządzić też.
Jednym z nich jest brak wierzących w to, że ich dziecko może kogoś zamordować lub wywołać poważną chorobę siedząc sobie w domu i zwyczajnie nienawidząc innych, mając się za jedyną sprawiedliwość, z demoniszczymi podpowiedziami w tle. Brak wierzących w to, że w takim momencie dziecku trzeba wybić z głowy głupie pomysły. Nawet nie inne przekonania związane z kolejną wersją pokojowej koegzystencji z duchami, dobrotliwego opętania powodującego brak zdolności logicznego myślenia, ale przekonania w których małoletnie smarki uważają że mają prawo zabijać, dręczyć, "rzucać klątwy", wykorzystywać ludzi o innych poglądach niż oni.
Przekonania rodzące nienawiść. I nieszczęścia. Brak ludzi którzy gdy sami nie potrafią pomóc, nie ciągną swych dzieci do specjalistów. No i wreszcie - brak specjalistów. I to specjalistów którzy nimi są, a nie tylko nominalnymi tytularnymi osobami z papierkami że coś tam ukończyły.
Po tej czy tamtej stronie konkurencja dla pojedynczych demoniszczy rośnie wraz z pojawianiem się coraz większej ilości "magów", których przekonania związane są z iluzjami władzy i fantastyką, a nie z wiedzą stricte naukową. Wiedza stricte naukowa demoniszczy, w moim ujęciu pozwalała żyć kilkaset lat osobom które kontaktowały się z nimi, a te im pomagały. Niestety. Fantastyka wzięła górę i zamiast wiedzy zaczęto stosować ograniczone umiejętności. Bo demoniszcza (następne pokolenia?) wolały pozbyć się konkurencji, tworząc stronniczych "magów" i "wiedźmy" oddające im cześć lub będących przez nie wykorzystywanymi. Zakłamanych, oszukiwanych, przekonanych o własnej wyższości i prawie do kontrolowania życia innych. Bo te "pierwotne" demoniszcza wierzyły w Boga Stwórcę - reguł naukowych i dzięki badaniom zależności tego świata i współzależności między nimi zdobywały wiedzę pozwalającą im np. na materializacje. Jednak są to moje przypuszczenia wynikające z doświadczeń i lektur. Problemem uważających się za "wiedzących" jest uznanie swojej subkultury za jedyną, swoich reguł za najważniejsze i jedynie słuszne. Swojego systemu etnicznego "rpg", zapominając o całym świecie wokół. Coś jak dla pewnego Andre, "właściciela" kanału "#ezoteryka" na czacie onetu uznanie się za eksperta od OOBE i negowania istnienia demonów (jak wyjdziesz z ciała i komuś robisz krzywdę to jak dla mnie zostajesz demoniszczem, choćby do czasu powrotu) czy twierdzenie że Biblia i religia nie ma nic wspólnego z ezoteryką (a co z numerologiczną kabałą, bibliomancją, proroctwami - przepowiedniami, opisami wywoływania duchów, ukrytymi formułami...) - co zdumiewające tego typu osoby mają całkiem duże poparcie w tym "światku". I jak tu szukać pomocy w pozbyciu się demoniszczów, w które nie wierzą, u takich "uduchowionych specjalistów"? No i jak tu nie uznać, że ludzie bywają głupi?
Zaślepieni w swoich poglądach.
Czy profesor Hawking wierzy w Boga? I jakiego? Z mojego punktu widzenia w "kocim pudełku" Bóg może istnieć, istnieje i go nie ma. Dlaczego się ograniczać? Do ciasnego, zamkniętego poglądu? Jeśli Boga nie ma, to po co na siłę udawadniać że go nie ma? A co jeśli "w tym momencie" go nie ma? Bo "wyszedł z pudełka"? Jeśli jest "gdzie indziej"? Jeśli nie chce być lub się chowa przed profesorem Hawkingiem lub innym badaczem? Jeśli nie ma się dostępnych narzędzi żeby stwierdzić jego obecność? Jeśli brakuje jakiegoś percepcyjnego zmysłu do jego "dotknięcia"? Umiejętności dotknięcia świadomością wnętrza "pudełka z kotem"? Zrozumienia że stałe dozorowanie może się znudzić? Bóg musi mieć możliwość wyboru więc musi mieć też możliwość kiedy go nie ma i całego systemu powiązań tej kwestii. Ale to wystarczy zrozumieć że to tylko jedna z gałęzi drzewa poznania Stwórcy.
W dzieciństwie uważałem się za ateistę. Nikt mnie nie nauczył nawet pojęcia "Bóg", i bardziej kojarzyłem z bogami mitologię grecką niż jakiekolwiek związki tego słowa z judeochrześcijaństwem. Chyba pierwsze boskie imię o którym przeczytałem, znajdowało się w książce E.Nesbith bodajże "Feniks i dywan" i brzmiało ono Amon-Ra. Te dwie, czy trzy lekcje "religii" czyli katolicyzmu na które przez przypadek trafiłem idąc za klasą na zajęcia jakoś nie wskazywały na to, że tam się mówi o Bogu. Modlitwa, głośne rozmowy uczniów i przepytujący z pamięciówki ksiądz. Na koniec ocena "za wiarę". W zasadzie jako jedyny nie miałem w klasie problemów z księdzem, wysterowany przez demoniszcze na bycie "bardzo porządnym Pinokiem". Czyż to nie zabawne? Bardzo smutnie zabawne.
W życiu popełniłem mnóstwo błędów, pewnie za dużo, czasem nieświadomie, czasem świadomie. Niektórzy nazywali by je grzechami. Problem w tym że nie jestem w tej chwili stwierdzić ile w tym jest mojej winy, ile związanej z demoniszczem, wychowaniem, stosunkiem innych ludzi do mnie, przekonań nabytych, załamań, poszukiwań bez celu. Niestety nie wiem czy jestem w stanie samotnie nie popełniać kolejnych. Z różnych powodów. Wszak demoniszcze czuwa, czuję się jakbym siedział w gumowym worku, jestem otępiony, w głowie czuję ukłucia i mrowienie na i w swoim mózgu. I uśmiecham się smutno. Przepraszająco.
Za błędy, niekoniecznie swoje.

poniedziałek, 30 maja 2011

Zombie

Czuję się jak zombie. Z problemami z zebraniem myśli, uśmiechając się niczym psychopata, myślę o śmierci. Czuję się niczym w śmierdzącym kwaśno niewidzialnym worku powodującym kłujący, mrowiący ból głowy i zastanawiam czy to powtórka z rozrywki. Z efektem wyczuwalnej przez parę godzin śmierdzącej, zgnitej kapusty jak jakimś cudem uda się tego pozbyć. O ile uda się tego pozbyć.
Klątwa, urok, kolejna demoniszcza oprawcza zabawa? W efekcie czuję się chory, zmęczony, nie do życia. I czuję śmierdzący worek na skórze.
Bezsens istnienia.
Kupiłem koszyk truskawek.
Zeżarłem je z cukrem i śmietaną.
Czuję się jak zombie.

niedziela, 29 maja 2011

Kevin

Przypomniałem sobie dziś "Mallrats" czyli "Szczury z hipermarketu". W tle konsumpcjonistycznego społeczeństwa tworzy się opowieść o miłości, kreowaną i reżyserowaną przez niskiego, małomównego grubaska w długim czarnym płaszczu, pojawiającego się w filmie z gadatliwym i ekstrawertycznym kumplem. Nie tylko zresztą w "Szczurach..." ale i w "Dogmie" czy w "Pogoni za Amy", "Clercs" i paru innych działając na drugim planie, ale jednak będąc postacią którą się zapamiętuje.
W społeczeństwie kreowanym przez superbohaterów, często zapomina się o ludziach którzy działają w tle. Tworzą te wszystkie miejsca pracy dla całej reszty ludzkości nie posiadających super mocy, zarabiających na bilety do kina na filmy Kevina lub jak pospolici złodzieje ściągający je wprost z sieci (czyli zarabiający na dostęp do Internetu i prąd żeby z niego korzystać, swoją drogą ktoś ma przyjść jak złodziej, więc kto wie czy nie za pośrednictwem sieci, nie wiadomo skąd i gdzie). O ludziach którzy pracują żeby coś mieć, czegoś się nauczyć i bawić. Bawić w świecie w którym istnieją superbohaterowie którzy chronią ich świat przed kosmitami, szaleńcami i superprzestępcami. W świecie który istnieje na kartach komiksów, książek, filmów.
Filmy Kevina pokazują wymyślony świat kreujących i wielbicieli światów superbohaterów. Wymyślony świat, w którym zakończenie nie zawsze jest cukierkowo słodkie. Wymyślony świat odciągający od rzeczywistości, tak samo jak rzeczywistość w której żyją jego bohaterowie. Magia "ruchomych obrazków" utrzymujących mit szczęścia tego świata, na którym większości żyjących wcale nie jest wesoło. W świecie w którym końcem świata dla wielu byłby brak ropy naftowej i gazu generujących zanieczyszczenia po spaleniu, brak firm farmaceutycznych tworzących szczepionki które u wielu dzieci wywołują poważne problemy zdrowotne na całe życie, brak firm chemicznych tworzących nowe kombinacje starych środków pod nowymi nazwami, równie niebezpiecznymi co stare, świat w którym zmieniłyby się stosunki produkcji i konsumentów do towarów, w tym spożywczych, tak, by większość wyprodukowanych towarów nie była wyrzucana przez sklepy, hipermarkety, czy "ponownie przetwarzana" i "odświeżana" przez fabryki żywności. Świat w którym "demokratyczne" oligarchie kapitalistów zachodnich wykorzystują "komunizm" Chin do zdobywania większego kapitału, wyszkolonych we własnym kraju "terrorystów" islamskich do zdobywania większej władzy i uprawnień nad przeciętnymi obywatelami. Świat w którym przywódcy kościołów dobrotliwie się uśmiechając nie robią nic ze swoimi przedstawicielami - pedofilami, oszustami i nie odcinają się od nich kategorycznie, najwyraźniej uważając że drugi policzek mają nadstawiać ofiarne owce i barany, a nie wilki w czarnych, purpurowych i białych szatkach, przy czym nie twierdzę że wszyscy są tacy, jednakże żaden biskup który nie ekskomunikuje, lub przynajmniej nie pozbawia święceń kapłańskich i nie wykopie na zbity łeb księdza z duchowieństwa, który jest pedofilem, nie jest żadnym biskupem tylko głupim, bezzębnym, wyleniałym psem pasterskim który bardzo kocha swego Pana, ale nie jest mu do niczego przydatny, bo poza szczekaniem już nic nie potrafi, natomiast wydaje mu się stale że to on panuje nad stadem, z którego ciągle ktoś mu wykrada owce. Świat w którym "komunizmem" nazywa się ustroje w których intratnymi stanowiskami obsadza się rodzinę i znajomych, czy morduje przeciwników politycznych lub jakichkolwiek innych, a przeciętnych obywateli wykorzystuje do niewolniczej pracy - jakby to miało cokolwiek wspólnego z założeniami idei, których twórców mordowali ci sami którzy później podszywali się pod ideę bo potrafiła znaleźć uznanie ludzi którzy sami nie chcieli władzy, a zawsze trafiali pod jakąś władzę wykorzystującą idee. Idee superbohaterów walczących ze "złem" ale nie będących doskonałymi i nie pozbawionymi wad. Omylnych, dających się zwieść i często pragnących miłości bohaterów filmów Kevina.
W rzeczywistości której żyjemy przyszłość, przynajmniej ta, która pod pewnymi względami interesuje mnie zawodowo, należy do materiałów "dwuwymiarowych". Grafenu, elektronice bazującej na nim, mikroprocesorach, układach scalonych które znajdują się we współczesnych pralkach, lodówkach, żelazkach... Grafenu, którego przemysłową metodę produkcji mamy opracowaną w Polsce. Grafenu, który będzie wypierać krzem i współczesne układy, oferując zmniejszenie wielkości, energochłonności i zwiększenie wydajności. Grafenu o którym ktoś wspomniał raz w polskiej telewizji, po czym tradycyjnie zastąpiono go księżmi, wojującym Kaczyńskim, Smoleńskiem, posądzeniami, aferami, oddawaniem wydobycia gazu łupkowego amerykanom których technologie wcale nie są takie bezpieczne jak się je promuje etc. Grafenu, który przy sensownej polityce mógłby stworzyć w Polsce "Dolinę Grafenową". Jeśli chodzi o niebieski laser (do dysków Blue-Ray) to podkłady do jego przemysłowej produkcji również mamy i są w Polsce produkowane. Ale rzeczywistość Polska to rzeczywistość marszów pseudochrześcijan-obrońców życia, z których większość nawet nie adoptowała jednego dziecka z sierocińca, przyjmując pod swój dach Chrystusa, zgodnie z Jego słowami, rządzących życiem innych ludzi, patrzących na kłody w ich oczach, zamiast wychować choć jedno niechciane dziecko w duchu chrześcijańskim, rzeczywistość polityków którzy zamiast o rozwiązywaniu problemów, przerzucają się winami, wyzywają od "komuchów" czy "pisiorów", zamiast, jeśli podobno są chrześcijanami, wybaczyć sobie winy i nadstawiać drugi policzek jak się oberwie w pierwszy. Zwłaszcza jeśli jest za co. Ale... Tu rozgłos się liczy bardziej niż prawda, wszak "kłody" w czyichś oczach są ważniejsze od swoich, które odciągają od własnych przewinień. Denuncjacja to wszak podobno "judaszowa" metoda wypłynięcia na bezpieczne wody statystyk politycznego poparcia.
O ja wiem że ja mam osobiście gigantyczne "bele w oczach", co nie znaczy że nie widzę ich u innych. U innych, którzy często uważają się za kogoś kim nie są lub uważają innych za gorszych poddając ich osądowi. "Nie sądźcie, albowiem będziecie sądzeni"? Czy to znaczy "pośle, zamknij mordę" i zachowaj swoje opinie dla siebie lub prokuratury, jeśli widzisz naruszenie prawa i zrzeknij się mandatu poselskiego, jeśli nie potrafisz rozwiązać w sposób konstruktywny problemów swoich wyborców? Wyborców, którzy czasem są fanami filmów Kevina.
Demagogów mamy wszak wielu. Dyskusji o przyszłości grafenu w Polsce nie, jak również o ewentualnej współpracy z innymi państwami by go wykorzystać, nie na zasadzie oddania za bezcen "naszym kochanym sojusznikom z zachodu" którzy nie mieli problemu z podziałami Polski na równi z "złymi sowietami" po II wojnie światowej i wcześniej. Podziękujmy Churchillowi za 40 lat "komunizmu" w Polsce, bo to wybory takich jak on sprawiały, że w pierwszej kolejności były brane pod uwagę interesy własnych narodów, a nie sojuszników czy wrogów. Informatyków, i to całkiem niezłych, wygrywających światowe konkursy informatyczne, którzy wyjeżdżali pracować na rzecz obcych krajów mamy wszak sporo. Emigrantów, którzy bardzo kochają Polskę, pod warunkiem że w niej nie mieszkają i nie mają do czynienia na co dzień z Kaczyńskimi, Tuskami, Rydzykami, zasadami podatkowymi i polskimi płacami. Patriotów, którzy są patriotami póki mieszkają gdzie indziej i krytykują wszystko co "niekatolickie", "niepolskie", a gdy zaczynają krytykować władze "demokratyczne" czy poczynania kleru zostają odsunięci na margines świadomości społecznej.
Mam nadzieję że nigdy nie będę politykiem. Wykończyliby mnie nerwowo wszyscy za wszystko. To świat wypominających "judaszy", którzy nie płacili na "Centrum Zdrowia Dziecka" i żyją dzięki pustym sklepowym półkom i occie, dzięki ówczesnemu wyżowi demograficznemu i okresowi kiedy oddano do użytku ludziom mnóstwo mieszkań, w których żyją po dzień dzisiejszy. A dziś? Podobno jesteśmy na 200 którymś miejscu jeśli chodzi o przyrost naturalny na świecie. Natomiast idzie nam świetnie jeśli chodzi o z założenia nierozmnażający się watykański produkt eksportowy z Polski czyli zawód "ksiądz katolicki". Podległy systemowi feudalnemu i podatkowemu obcego państwa Watykan. Który najwyraźniej z moim demoniszczem rady dać sobie nie potrafi i bardzo często mu ulega. Zbyt często.
Badania opinii publicznej, o których się słyszy, to tak naprawdę badania opinii warszawiaków, ze względu na obniżone lokalne koszty rozmów telefonicznych. Czy poza Warszawą, mój czytelniku, znasz kogoś kto był poddany tym wszystkim badaniom których wyniki pokazują w TV? Jakie ty masz właściwie poglądy dotyczące zasad życia w społeczeństwie, bez określania nazwą systemu politycznego? Najpierw je określ, a potem zastanów się jaki system tak naprawdę popierasz. Weź statystykę spełnionych i niespełnionych obietnic wyborczych różnych partii, polityków i określ na kogo chcesz głosować w przyszłych wyborach, bez patrzenia na innych, decyzję telewizyjnego spikera, sondaż czy kapłana - pamiętaj "Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie" oraz że technologię produkcji grafenu mamy w Polsce, tak jak mnóstwo ekonomicznych problemów, które jeśli są rozwiązywane kredytami mogą skończyć się tak jak w Grecji - rozważaniem o sprzedaży Parthenonu. Co osobiście uważałbym za kulturową klęskę która wymagałaby z góry waleniem piorunami w winnych tego stanu.

sobota, 28 maja 2011

Masa

Co było na szklanych tabliczkach sekretów w Akademii Pana Kleksa J.Brzechwy? ;)
Czy wyobrażając sobie cokolwiek nowego na stałym tle, generuje się masę (lub odkształca), a co za tym idzie odkształca grawitację, choćby na bardzo małym poziomie? Czy wyobrażana cząsteczka istnieje i czy ma masę, czy spełnia warunki niektórych równań związanych z czasoprzestrzenią?
Czy magia istnieje czy jest tylko fizyką wykorzystywaną przez osoby, które nie wiedzą co robią, ale wiedzą że to co robią działa? Czy trwanie w micie przekonań bardziej pomaga czy przeszkadza?
Czy stale wyobrażając sobie dany element tworzy się oddziaływanie w królestwie świadomości - Malkuth - oddziałujące w mikroskali na makroskalę wokół? Czy jeśli wyobrażenie jest związane z kłamstwem tworzy kłamstwo wokół, a małe problemy generują wielkie? Czytaliście książkę lub oglądaliście film pt. "Sekret"?

czwartek, 26 maja 2011

Urywki przeszłości

Poniżej fragmenty tekstów z MUDa który nigdy nie powstał. Zostały mi resztki swoich lokacji. Może komuś się jeszcze przyda - można kopiować, modyfikować i wykorzystywać bez ograniczeń.
Plac (?)
        |      +
        ++----++ Spiżarnia
Kuchnia ++     +
        |
        |
[SW Kuchnia]
<Wyjścia: N,S,E,NE>
Widzisz przed sobą lekko poobijane drewniane ławy i stoły, przy których zwykle biesiadują mieszkańcy tego zamku. Na niektórych z nich dostrzegasz plamy tłuszczu i niesprzątnięte od ostatniego posiłku naczynia. W powietrzu czuć cudowny aromat pieczącego się na rożnie barana. Sam rożen, dostrzegasz go na zachodniej ścianie, jest systematycznie przekręcany przez małego, dłubiącego w nosie kuchcika, który nie zwraca na ciebie uwagi. Na północy i na wschodzie widzisz ciag dalszy kuchni

[SE Kuchnia]
<Wyjścia: N,W,NW>
Przed toba piec i krzątający się przy przygotowywaniu posiłku kucharze. Co chwilę któryś z nich zagląda do garnków, miesza w rondlach i smakuje potrawy, których nęcące zapachy drażnią twoje nozdrza. Nad piecem widzisz rozmaite suszące się zioła, dzięki którym dania nabierają wspaniałego aromatu. Przy stole, stojacym przy południowej ścianie, jeden z ubrudzonych mąką piekarczyków, gwiżdżąc, mięsi ciasto na kolejny wypiek chleba. Na zachodzie i północy widzisz dalszą część pomieszczenia.

[NW Kuchnia]
<Wyjścia: N,S,E,SE>
Przed sobą dostrzegasz dwie chichoczące pomywaczki, które z wielką wprawą zmywają brudne misy przy zachodniej ścianie. Niemalże potykasz się o wiadro z pomyjami które ktoś postawił na drodze do wyjścia na zamkowy dziedziniec. Na północnej ścianie, poza wyjściem, widzisz też uchylone okna i kota, śpiącego na parapecie jednego z nich. Blisko niego, na małym zydelku, siedzi gruba kucharka obierająca rozmaite warzywa i wrzucająca je w regularnych odstępach do wielkiego sagana stojącego tuż przy niej. Na południu i wschodzie widzisz dalszą część kuchni.

[NE Kuchnia]
<Wyjścia: W,S,SW,E>
Na wschodniej ścianie dostrzegasz drzwi prowadzące najprowdopodobniej do zamkowej spiżarni. Mogłaby o tym świadczyć mysz która przecisnąwszy się przez szparę pod drzwiami uciekła goniącemu ją czarnemu kotowi, który po przebiegnięciu ci drogi, zatrzymal sie nieszczęśliwie na drzwiach. Na północnej ścianie dostrzegasz półki z rozmaitymi garnkami, misami i talerzami oraz piszczącą pokojówkę, wdrapującą się na stół odgradzający ci drogę do zamkowych zapasów. Na południowej i zachodniej stronie widzisz dalszą część kuchni.

[E Spiżarnia]
<Wyjścia: W,E>
Wchodząc, dostrzegasz półki biegnące wzdłóż pólnocnej i południowej ściany. Na nich znajdują się przeróżne słoje w których pływają zakonserwowane warzywa, misy, w których pod płóciennymi nakryciami znajdują się zakazane smakołyki. Na niektórych z półek widać wielkie sery, butelki z tajemniczą zawartością i powieszone na gwoździach wbitych w półki, sznury czosnku i suszonych grzybów.

[W Spiżarnia]
<Wyjścia: N,S,W>
W tym małym, ciemnym przejściu unosi się aromat kiszonych ogórków i kwaszonej kapusty. Najwyraźniej dobiega on z wielkich, dębowych beczek stojących tuż przy wschodniej ścianie. Nad nimi dostrzegasz pokrytą pajęczynami półkę i pokryte kurzem słoje z nieokreśloną zawartością. Przy północnej ścianie dostrzegasz smętnego szczura siedzącego przy zamkniętych na skobel drzwiach, który na twój widok chowa się do norki. Na południe spostrzegasz przejście do dalszej cześci spiżarni.

[N Spiżarnia]
<Wyjścia: S>
Przed sobą widzisz mięso. Dużo mięsa. Wiszące na hakach świńskie, wołowe, baranie półtusze - jakie tylko byś chciał - majtają ci nad głową. Na wschodniej i zachodniej ścianie dostrzegasz powieszone połcie słoniny, boczku, pęta rozmaitych kiełbas, szynki, balerony tudzież inne salcesony. Nagły ruch przy północnej ścianie wzbudza w tobie niepokój, jednak po bliższym przyjrzeniu okazuje się że to tylko duży żuk drepczący spokojnie po stojącym tu rzeźnickim pieńku. Obok drzwi, którymi się tu dostałeś widzisz leżący na drewnianym stole pozbawiony główek drób - kury, kaczki, parę kapłonów oraz coś, co przypomina ci łabędzia choć możliwe że to tylko duża zwykła gęś.

[S Spiżarnia]
<Wyjścia: N>
Cichy grzechot szkła, to nieodzowny znak buszujących wśród butelek myszy. A butelek tu co niemiara - pełne leżą na stojakach wzdłuż wschodniej ściany, puste stoją oparte o beczki z piwem. Zakurzone, kolorowe i łaciate, rożnokształtne i te zwyczajne, z zawartością o dziwnym, acz przyjemnym zapachu, stoją na półkach naprzeciwko wejścia.
Z prawej strony od wejścia dostrzegasz pękate baryłki oraz stojący na jednej z nich wyszczerbiony wesoło kufelek.

[Plac (przy kuchni)]
<Wyjścia: gdziekolwiek,S-kuchnia>
Stoisz na brukowanym placu. Z połudunia dobiega cię miły zapach pieczonego mięsiwa, patrząc w tamtym kierunku widzisz merdającego ogonem psa, próbującego wkraść się do zamku przez przymknięte, solidne, kuchenne drzwi.

[Plac]
<Wyjścia: gdziekolwiek>
Ledwo udaje ci się uniknąć "niespodzianki" zrobionej w powietrzu przez nieznanego ptaszka. Z uśmiechem obserwujesz innego przechodnia, który miał mniej szcześcia niż ty. Tenże, po krótkiej, lecz niewątpliwie barwnej wiązance słów odchodzi.

[Plac]
<Wyjścia: gdziekolwiek>
Przed toba mała kałuża i taplające się w niej kaczki. Tuż za nimi widoczny jest podest na którym produkuje się {odgrywa rzewną melodię na lutni} wędrowny minstrel. Po chwili zbyt mocno pociągnięta struna pęka i grajek odchodzi w poszukiwaniu zastępczej.



Las

A1
Wlasnie wszedles w gesty, swierkowy zagajnik. Pomiedzy drzewkami widac rosnace w rzadkich skupiskach male krzaczki czarnych jagod. Podloze po jakim sie poruszasz jest w znacznej wiekszosci pokryte suchym, brazowym igliwiem, gdzieniegdzie tylko widac zielone plamy trawy i przebijajaca sie spod niej zolc piaszczystej gleby.

B1
Jestes otoczony przez male swierczki. Te male drzewka, ktore ktos niechybnie zetnie na swieto przesilenia zimowego, kluja cie swymi malymi, wlazacymi pod ubranie szpileczkami. Piasek, widoczny miedzy kepkami rzadkiej trawy, nieustannie usiluje wedrzec sie do wszelkich szczelin twego obuwia.

C1
Dookola siebie widzisz sporej wielkosci drzewka iglaste. Bez trudu rozpoznajesz w nich swierki rozpowszechnione w niemal we wszystkich lasach (rzecz jasna iglastych, ewentualnie mieszanych). Roztaczaja one wokol siebie cudowny aromat naturalnie sztucznego mazidla myjaco-pioracego, ktore produkujacy je alchemicy nazwali "Cudownym mazidlem myjaco-pioracym o zapachu lesnych ostepow".

D1
Wchodzac tu przeploszyles parke zabawiajacych sie zajacow szarakow, ktore do tej pory... hmm... siedzialy pod jednym z iglastych drzewek w ktorych twe bystre oko obserwatora niechybnie rozpoznalo swierk. Przechodzac obok miejsca z ktorego zwialy zajace dostrzegasz tylko grzyba ktory moglby byc jadalny gdyby nie byl tak sponiewierany.