piątek, 30 września 2011

Etapy

Etapy działania duchów.
  1. Dręczenie, wpływanie na wolę, doprowadzanie do upadku, wyniszczanie i odciąganie od ludzi.
  2. Uświadomienie istnienia "ducha" - dręczyciela.
  3. Nawracanie - wypraszanie "uwolnienia" przez daną osobę.
  4. Uwolnienie naprawdę wierzącej osoby że akurat X do którego się zwróciła pomógł - w tym momencie nie jest zwykle świadoma jak się nią manipulowało, natomiast święcie wierzy że to zasługa X że jest wolna.
  5. Dręczenie następnej osoby/bawienie się życiem kolejnego dziecka domomentu kiedy zaczyna w coś wierzyć, przy totalnym ignorowaniu problemu przez lokalnych rezydentów świątynek.
Jeśli punkt 2 nie ma miejsca, dana osoba przez długi czas, nawet do śmierci, może nie być w stanie rozumieć, że cokolwiek na nią wpływa - zmieniając pole elektromagnetyczne mózgu i nakładając informacje z zewnątrz na świadomość człowieka, często w sposób destruktywny (ale nie zawsze, w zależności od oczekiwań).
Punkt 3 jest interesujący z prostego powodu, że przekonania kto ma pomóc najczęściej pochodzą od samego ducha - co czasem jest w jawnej sprzeczności z przekonaniami ofiary, która drogą postępujących zniszczeń, zmiany świadomości ma się "nawrócić" by być przykładnym czcicielem X chwalącym łaski i będącym przykładem dla innych. Podczas gdy kolejna ofiara zaczyna być dręczona przez to samo.
Jaki ma wybór? Czasem niewielki, czasem zbyt duży. Kwestią zabawy dla demoniszcza w tym momencie jest prowadzenie przez różne poglądy, by w ostateczności pozbyć się każdego z nich, przez odejście od własnych zainteresowań ofiary na rzecz zainteresowań samego demoniszcza, odsunięcie od ludzi i rzeczywistego świata na rzecz imaginacji o tym świecie.
Nawracanie "nieudane" skutkuje tym samym co nieświadome życie "pod wpływem" w punkcie 1 i kończy się - śmiercią, może tylko zbyt szybką. Po której następuje punkt piąty.
Gdyby faktycznie ktoś "po tamtej stronie" chciał to definitywnie zmienić, to już dawno nie byłoby żadnego demoniszcza, a piekło za życia byłoby iluzją. A demoniszcza faktycznie bałyby się kary "krzyża", a nie robiły sobie coraz częściej żartów, wraz z odchodzeniem kolejnych pokoleń które jeszcze "wrzucały w płomienie" tego typu duchy. Przynajmniej jeśli chodzi o rzeczywistych chrześcijań.
Bo obecni pewnie będą podnosić nosy, twierdzić że to cudza wina, i wierzyć w miłość jak coponiektóre z bytów które nie miałem wielkiej przyjemności słyszeć, a które najwyraźniej samego demoniszcza zostawiają w spokoju.
Dlatego z mojego punktu widzenia piekło jest wieczne. I podejście buddystów do problemu sensowne - jak wszyscy będą mieć realne podejście buddy do problemu to nie będzie komu robić za demoniszcza w przyszłości to i piekła nie będzie. Wiara, że po tylu latach jeszcze mi coś pomoże, podczas gdy podobno żyję w "katolickim" i "chrześcijańskim" kraju jest złudna - gdyby faktycznie były tu jakieś realnie chrześcijańskie duchy, problemu by nie było. Nie takie które poddają się słowom papieży, biskupów czy księży, wysłuchują ich kłatw i życzeń, tylko które faktycznie odnoszą się do słów Chrystusa i jego podejścia, choćby do samarytanina który najwyraźniej był lepszym chrześcijaninem niż niejeden papież, pomimo że Chrystusa nie wyznawał (jakiej wiary był chłopiec którego wskazywał Chrystus mówiąc, że co jemu uczynicie mi uczynicie, najwyraźniej nie było warte wzmianki, czyli - nieważne, tak samo jak wiara tych których oczyszczał). Nie duchów które mordują za wiarę w IHVH lub kogokolwiek innego. Ale to krótko mówiąc te samo podejście które było przed Chrystusem "między światami". Nie ma duchów które na codzień pilnują uczniów Chrystusa i obserwują czy aby w pobliżu nie kręci się jakieś demoniszcze. Nie. Teraz łącznie z nimi siedzą sobie wygodnie w parafiach i kuriach i oczekują poddańczych hołdów, raz do roku symbolicznie chodząc "po ludziach" w celu "oznaczenia" domu który złożył daninę i który zapewne według ustaleń - demoniszcza sobie mają darować jeśli chodzi o pobyt. To się nazywa system który należy złamać.
Piekło z kotłami i diabłami wrzucającymi do nich "grzeszników"? Ten kto wymyślił tę kwestię pomylił wieczne cierpienie z własnymi pragnieniami zadawania komuś bólu, z chęcią bycia "diabłem" torturującym innych, komuś kto w zasadzie nie ma co liczyć na "wieczne życie", co wiąże się jednocześnie z brakiem szans na wieczne cierpienie w piekle. I przemijalnością jego poglądów. Śmierć jest ostateczną karą. Dla dręczących duchów też. Dla niektórych jest wyzwoleniem. Właśnie od nich.

czwartek, 29 września 2011

Ad acta

Niniejszym, w imię Jezusa Chrystusa, oraz własnej ofiary, ściągam bezprawną klątwę Grzegorza XII na Naród Polski oraz znoszę ekskomuniki Kaliksta III oraz Piusa II.

środa, 28 września 2011

Marudzenie

Jak wyglądałby świat gdyby wytępiono wszelkiej maści demoniszcza? Lub zamknięto w "miedzianych nocnikach" na okres który odpowiada ustanowionemu prawu karnemu w kompletnej izolacji od jakiejkolwiek informacji.
Gdyby lokalni rezydeńci światynek zajmowali się poza obserwacją, również tępieniem w okolicy pojawiających się bytów wchodzących nieproszenie do ludzkich domów.
A może to tylko kwestia nieopisanych zasad jakie obowiązują? Zasad które najwyraźniej mają się nijak do normalności, czy do jakiegokolwiek boskiego prawa? Obowiązują stronnictwa bytów wokół, a ludzie... Ludzie mają się słuchać albo cierpieć. Słuchać i wierzyć w coś co ma się nijak do rzeczywistości.
Filozofia wypędzania do zwierząt duchów czy też przepędzania ich z miejsca na miejsce lub do wyimaginowanego piekła mija się z celem. Nigdy nie wiadomo gdzie trafiają i gdzie się później pojawią. Dlatego pierwszoplanową rolą w takim ujęciu osób które są związane z jakimkolwiek kapłaństwem powinna być zdolność do skonkretyzowanego zamykania opętańczych i dręczących duchów. Brak tej wiedzy jest równoznaczny z poddawnaniem się polityce innych bytów, które, jako że najwyraźniej nie likwidują dręczycieli, wyniszczających psychicznie fizycznie ludzi - zarówno dzieci jak dorosłych. A poddawanie się polityce "duchów" oznacza brak jakiejkolwiek kontroli nad tym co się dzieje "po drugiej stronie".
A druga strona najwyraźniej coraz bardziej wypełnia się egzystencjami magów, wiedźm, czarownic, hitlerowców, religijnych fanatyków którzy najwyraźniej robią sobie co chcą. Bawiąc sie kosztem ludzi żyjących w pobliżu kościołów z rezydującymi tam bytami, które najwyraźniej otumanione miłością zapomniały o wrzucaniu coponiektórych w ogień i likwidowaniu na miejscu. Choć zważywszy na poglądy polityczne ofiar - dzieci zapewne przyklaskiwały niszczącym działaniu swoich pobratymców, zapominając że "cokolwiek uczyni się dziecku, uczyni się Chrystusowi". I to nie tylko mnie osobiście, parę przypadków z okolicy poznałem osobiście, choć nie zajmujących się magią na tyle, by zrozumieć co się tak naprawdę z nimi i ich rodzinami działo (choć zapewne pozostawione materialne ślady na drzwiach u znajomego przez rozbawionego ducha doprowadzającego do narkomanii mogłoby o czymś świadczyć). Dzieci które wzywały szatana i rzucały klątwy na sąsiadów i kolegów (zapewne pod wpływem ekskomuniki ich rozdziców przez przeklętego Piusa XII który oddał całe pokolenie pod kontrolę szatana, pozostawiając morderców milionów w gronie swych braci oraz otworzył drogę do nazywania interpretacji i tłumaczeń "świętym pismem") jakoś później bez problemu były bierzmowane i nie miały tyle problemów w życiu co ja. Jedyna osoba nie uczęszczająca nigdy na lekcje "religii".
Ale za to osoba, która dzięki gnozie stwierdziła że trzeba by wyjaśnić konieczność istnienia coponiektórych z przykazań Mojżesza. Dzięki empirycznym doświadczeniom swego życia i podejściu duchów, które co prawda potrafią leczyć, ale pozbyć się dręczących potworów najwyraźniej nie potrafią. Może dlatego że demoniszcza wybierają osoby które mogą być mądre, ale nie podporządkowują się zausznikom lokalnych rezydentów i tępią je niemiłosiernie.
Powinienem się zabić, nie dlatego że nie mogę zyć, ale dlatego że primo ani po tej ni po tamtej stronie wieloletnie dręczenie nikogo nie obchodzi - po tej uważa się że odgonienie wystarcza, po tamtej najwidoczniej lepiej być dręczącym potworem, który może robić co chce bo i tak nikt go nie zlikwiduje. Secundo, nawet jeśli udaje mi się jakoś wyjść z cierpień, nawet jeśli przy udziale "drugiej strony" to zaraz po tym pojawia się ponownie demoniszcze któremu nikt nic nie robi, a ja mam ponownie to samo, czasem gorzej - ocierające się paprochy w głowie o mózg. Krótko mówiąc - coraz bardziej głupieję w miarę zniszczeń fizycznych, ale - to też jakoś nikogo specjalnie nie obchodzi. Po co więc cokolwiek pisać i wyjaśniać? Jeśli wieloletnie dręczenie miało doprowadzić tylko do religijnej manii i zabicia psyche, odejścia od moich własnych zainteresowań. Do zwiększenia zwolenników nic nie robiących rezydentów lokalnych świątynek w tej parodii rzeczywistości. Cóż - ja mam ból, świat najwidoczniej wiarę w cuda.
Jaką można mieć wiarę po władowaniu jako małemu dziecku do głowy brudu, który utworzył skorupę w obrębie naczyń włosowatych w mózgu? Jaki koszmar można mieć istniejąc wciąż w ciemnościach do czasu aż zmienią się nieco funkcje mózgu? Ból od przebudzenia do zmroku i ocieranie się ciągłe ocieranie, a nawet - po oczyszczeniu i długich medytacjach szybki atak mający na celu uzmysłowienie że nawet jak się człowiek postara to i tak mu ktoś przypierdoli i potem będzie boleć latami. Bardziej. Po co żyć?
Po tej stronie piekło, po tamtej raczej też niewesoło. Apodyktyczne "anioły" z, dzięki takim ludziom jak Pius XII czy JP II - braćmi hitlerowcami których żaden z nich nie wykluczył z grona "chrześcijan". Z mojego punktu widzenia ze względu na "Królestwo Niebieskie" nie warto mieć ani żony ani dzieci - w końcu jak otoczenie skazuje na męki dzieci to czemu ma być inaczej z następnym pokoleniem. A tworzenie z siebie jakiegoś gościa w którego potem będą wierzyć mając na celu stworzenie enklaw gdzie byłoby zupełnie inaczej niż dotychczas - jak uczy historia - nie ma sensu. I tak potem się mordują, łamią te nieszczęsne 10 przykazań w imię kogoś kto im tego zakazuje - i wiecie co? Zawsze wraca kwestia kliki "lokalnych rezydentów". Po tej czy po tamtej stronie, którzy będą opowiadać bajki, po to żeby mieć wyznawców do odzierania z runa, względnie odpędzania bytów które powinny zostać spalone, zniszczone, anihilowane. By się nie powtórzyło, a reszta się bała. Bardzo się bała.
Ale cóż, dziś byle księżunio ma się za boską wyrocznię a ani nie potrafi leczyć, ani oczyszczać, co w moim rozumieniu oznacza że nie ma też żadnej z łask odpuszczania jakiegokolwiek grzechu. Zapewne dlatego że uznał za świątynie budowlę - a nie ciało człowieka. Ale widać klika lokalnych rezydentów ma swoje wpływy, wpływy które najwidoczniej są związane z wiekami tortur, mordów, wojen religijnych, kłamstw w celu zachowania władzy i niszczenia różnych nacji, w tym żydowskiej w celu prostym - powolnemu likwidacji języka w którym było pisane 10 przykazań, by zmienić cywilizację w taką która będzie nieświadoma ani słowa, ani opętań wśród nich. Wszak wpierw stępiono podający się za chrzescijański, kler. Który ani nie oczyszcza ani nie spala dręczących duchów.
Podejście do problemu "starego dzieciaka" ze smutną miną? Taką smutną widziałem kiedyś na obrazku "Wielkiej Księgi Demonów Polskich" u niejakiego Lucyfera. Zakładam zatem, że moje demoniszcze drogą wieloletniej obróbki zrobiło sobie zabawkę - udawanego, a może właśnie bardziej prawdziwszego Lucyfera - od wiekszości bzdetnych opowiastek o aniołku ze skrzydełkami. Oszukiwanego i oszukującego na podstawie tego co uważa za prawdę która dociera do niego dzięki percepcji i który uświadamia otoczenie co do cierpienia, religii, boga - i to nie według przyjętych założeń, ale zgodnie z normami "oświecenia". Którego słowa są w stanie sprowokować demoniszcze do utworzenia ciekawych, efektownych zjawisk meteorologicznych. Zabawka która nieświadomie została wykorzystana tak, by spełnić wszystkie wymogi "formalne" przed zostaniem jeśli nie "potępionym" to osobiście "szatanem". Ze świadomością ukształtowaną przez bajki - gadające zwierzęta i książki dla młodzieży oraz wychowanie antyklerykalne.
Z mojego punktu widzenia ta historia powtarza się co pewien czas, choć bohaterowie nie zawsze są świadomi tego kogo odgrywają. W wielkim rpgu lokalnych demoniszczy i rezydentów świątynek.
W końcu żeby się buntować, to trzeba wiedzieć czemu. A Lucyfer? Przeciwko czemu się zbuntował? Przeciwko pojmowaniu Boga? Czy przeciwko Bogu? Hmm. Ten stary chłopiec z obrazka? Co było jego demoniszczem? Pewnie też miał ból głowy i świadomość że raczej nie ma co liczyć na kogokolwiek ze swymi "ezoterycznymi" problemami.
A bunt przeciw obojętności "rezydentów"? Jaki ma sens skoro potem i tak nic się nie zmienia. I jak tu nie zostać buddystą pragnącym uwolnić się od cierpień bez wiary w słowa ludzi którzy sami nie rozumieją w czym biorą udział? Skoro najwyraźniej nikt nie pozbywa się demoniszczów po tamtej stronie to najwyraźniej powoli dochodzimy do miejsca przed tym zanim pojawił się Chrystus. Kiedy to kapłani (do samej góry) każą się modlić zamiast samemu oczyszczać i leczyć ludzi oraz wypędzać złe duchy. Widać sami z prawdziwym chrześcijaństwem mają niewiele wspólnego, a wiedzą o nim tyle ile nakazywali wiedzieć palący Biblię i skazujący na śmierć ich posiadaczy zasiadający na tronach zausznicy nieochrzczonego Konstantyna (wcześniej i później). Nergal w porównaniu z nimi to naprawdę tylko zabawny człowieczek, który niewiele rozumie gdzie w tej palonej przez niego książce tak naprawdę pojawia się szatan, którego podobno wyznaje poglądami "że nikomu nie należy szkodzić i żyć z wszystkimi w zgodzie". Zakłamanie najwyraźniej zapożyczone z kleru. Ale cóż, jest tylko nieświadomym błaznem, parodiującym niektórych papieży, zabawnym dla co poniektórych demoniszczy, które rozumieją tego typu dowcipy z rzeczywistości i historii. Podobnie jak treści niektórych piosenek religijnych, które są zabawne jeśli się wie o co w nich chodzi.
Niestety demoniszcza robią z ludzi błaznów. Choć niektórzy biorą ich później zbyt poważnie i na serio robiąc wielki szum wokół nich. Który służy dokładnie celom demoniszczy, zdobywającym EXPa (doświadczenie), kierującymi błaznami. Błaznom, którzy dali się nabrać poprzednikom, służy to przy okazji i to w postaci wymiernie finansowej dzięki darmowej reklamie adwersarzy którzy ani nie leczą ani nie oczyszczają natomiast adorują niepokalaną Jezusem dziewicę i utrzymują w nieświadomości znaczenia obrzezania w sercu wyznawców faceta, który nie sądzę by miał kiedyś ambicje być czczonym na krzyżu. Z drugiej strony tłumy "chłopów z widłami polującymi na ogry" to tylko inna wersja tego samego źródła nauczania "kogo bić". A tu wszak chodzi o rozsądek, czasem rozsądne przywalenie demoniszczom, skoro to człowiekowi oddano ziemię a nie czemuś co powinno pełzać przed nim a nie robić sobie hermetyczny ubaw wpływając na jego losy.
No i jak tu nie być buddystą z kaduceuszem w ręku i czapeczką trefnisia?
Czuć się jak król, którego życzenia spełniane są szatańsko - leniwie.
Czuć się jak król, którego słucha się kiedy się chce, a zazwyczaj się nie słucha.
Czuć się jak król błaznów wśród podobnych trefnisiów.
Czyż Lucyfer - imperator miałby się mieć lepiej?
[mach mach w kierunku Watykanu]
Czuć się jak człowiek sterowany wprowadzanymi informacjami bezpośrednio w pole umysłu, z generowanymi obrazeczkami i czuć się jak zmanipulowana maszyna, komputer w którym ktoś przerzuca sobie ikonki. Ze świadomością że w zasadzie tylko na kota można liczyć że sam przylezie się przytulić (albo pogryźć i podrapać w zależności od nastroju).
Marność nad marnościami i wszystko marność.
A do tego zaczął boleć mnie ząb.

sobota, 24 września 2011

Grzech

Przyjęto że Bóg ma imię IHVH oznaczające "Ten Który Jest Tym Kim Chce", "Jestem Który Jestem" itp. HVIH jako anagram czterech liter oznacza "Istnienie". Bóg zatem, jeśli nie jest to tylko kwestia podawania się za niego przez byt w określonym kręgu kulturowym, w którym tajemnice imion związane są bezpośrednio z pismem i każdą literą, jest zarówno bytem o swobodnej ścierzce wyboru swego przeznaczenia, o wolnej woli (choć to w polskim języku ma konotacje z wołem i z drugiej strony literą Aleph wywodzącej się od wołu, od której w zasadzie wszystko się zaczyna), jak i bytem władającym swym istnieniem. Istniejącym w stworzeniu.
Jeśli zatem jest on "stwórcą" to każdy człowiek, stworzony na jego podobieństwo powinien mieć możliwość bycia kim chce oraz władania swą własną osobą, jeśli nie koliduje to z możliwościami istnienia innych czyli wzajemnego wyniszczania. Co z kolei jest kluczem do zrozumienia dekalogu i zasad, które są z nim sprzeczne.
Niestety, nie wszystko co podaje się za IHVH, Elohima czy podobnymi, nimi jest, a kwestia rozpoznania wiąże się z przekazywanymi treściami i nakazami.
Jeśli byt chce niewolników oznacza to, że nie zezwala innym na możliwość wyboru, niszczy ich "Alfę" woli, która jest częścią samego człowieka, podobnego stwórcy. Co oznacza że sam byt nie jest ani zwolennikiem podobieństwa IHVH u innych - tylko i wyłącznie w sobie, kosztem niszczenia podobieństwa IHVH innych - co jest znamieniem wszelkiego typu szatanów, demonów i innych pod ich wpływami. Jeśli jakiś byt chciał niewolników w Starym Testameńcie to był to właśnie jeden ze złych duchów. Jeśli jakiś człowiek chce niewolnictwa (dotyczy wszelkiego rodzaju od amerykańskiego po chińskie, pracę niewolniczą np. w czasach przedkomunistycznych manufaktur i dzieci pracujących po 16 godzin) to jest on w jawnej sprzeczności z samym znaczeniem imienia IHVH i przeciwny istnieniu osób podobnych stwórcy, a zatem jest bezpośrednim zwolennikiem szatana. Poprzednio zacytowany tekst "enochiański" wskazuje własnie na to, że ziemią rządzić powinni ci, którzy potrafią pracować na siebie, bez wykorzystywania innych, choćby z 2 czy 3 "linii frontu prac".
Duchy, które ograniczają lub niszczą możliwości wyboru ludzi doprowadzając do chorób i uwarunkowań, zniszczenia świadomości to właśnie typ szatana który działa przeciwko podobieństwu IHVH w człowieku, czasem dzieje się to z dziećmi, "pod nosem" bytów - rezydentów lokalnych świątynek, zapewne przekonanych o własnej ważności, działających wbrew zaleceniom "wrzucania w ogień" i niszczenia bytów które w są zbyt letnie by ani nie móc się powstrzymać na zimno, ani działać z gorącem własnego rozwoju możliwości, by lokalne społeczności były w miarę bezpieczne od ich działań (w zasadzie zamknięcie na baaardzo długi w całkowitym odcięciu informacyjnym byłby też interesującą opcją). Niestety, zapewne prerogatywy wiążą się z fałszywymi przekonaniami zarówno kleru jak i większości uczonych przez niego ludzi. Jak do tej pory nie zauważyłem by jakikolwiek byt rezydujący w jakimkolwiek kościele do których trafiałem był zainteresowany zniszczeniem dręczącego mnie bytu, czy to lokalnie czy to "badających" na Jasnej Górze. Widocznie przekonanie o miłości, wzięły górę nad rozsądkiem, a zrozumienie że jeśli szatan robi coś dziecku to robi osobiście Chrystusowi jest poza ich zakresem pojmowania. Podobnie jak całego stada kleru, który nie potrafi odciąć się od pewnych praktyk. Cóż się dziwić - w końcu to tylko wielogłowa bestia z niepokalaną Jezusem dziewicą na sobie, która swego czasu nakazywała mordować za posiadania pisma uznawanego za święte, o paleniu nie wspominając. Nergal przy niej jest tylko zabawnym człowieczkiem - naśladowcą kleru podającego się za chrześcijański, przy zapewne aprobacie tych wszystkich rezydentów lokalnych świątynek, których do tej pory słyszałem, którzy potrzebują mieć "element przeciwny" na który skieruje się uwaga, a będący wszak zgodny z wytycznymi poprzednich "nieomylnych" papieży, odsuwający uwagę od ich własnej nieudolności.
Nieudolności, ponieważ realia są takie, że prawdziwy uczeń Chrystusa potrafiłby leczyć, oczyszczać i działać czy to ze współpracą "rezydentów" czy też samodzielnie. Jeśli takich umiejętności i zdolności podający się za kapłana nie ma, to znaczy że nie jest prawdziwym uczniem Chrystusa, a co najwyżej zakłamanym uczniem pociotków jego nauk. Co jest smutne, ale mi osobiście przynajmniej sporo wyjaśniło oraz absolutnie negatywnie ustosunkowało zarówno do ożenku jak i posiadania potomstwa - tym po drugiej stronie po prostu nie można ufać - a raczej można - tylko ich obojętności.
Ufać to można Bogu, Stwórcy reguł fizyki. Za to, że są takie same dla wszystkich i że świat tak po prostu się nie rozleci. Duchom, które miały bronić wspólnot, nie można. Dzięki naukom "nieomylnych" papieży i wprowadzaniu do panteonu świętych morderców dzieci, gwałcicieli, nimfomanki, torturujących oprawców, przydupasów z rodzin kardynalskich i biskupich, czy jak to ostatnio w modzie uśmiechających się do tłumów wielbicieli kremówek i przenoszenia do innych parafi pedofilów w kapłańskich szatkach, który to zabraniał dyskutować w swych encyklikach z klerem. Niektórzy nawet je przeglądają od czasu do czasu i stwierdzają że błędy które zawierają wynikają najwyraźniej z kłód w oczach autora oddającego głównie cześć niepokalanej Jezusem dziewicy i jego poprzedników.
Poprzedników, którzy w wielu wypadkach i przez wiele wieków zgadzali się z niewolnictwem, a zatem niszczeniem woli człowieka podobnego stwórcy. Cóż, leczyć i oczyszczać nie umieli a kierowała najwyraźniej nimi wola szatana, niszczącego w ludziach początek wszelkich możliwości.

czwartek, 22 września 2011

Tekst szósty

Jak już kiedyś wspomniałem, jak dla mnie tzw. zewy enochiańskie mają raczej znaczenie energetyzujące określone rejony ciała w ramach jego uniwersum. Pierwsze siedem dotyczą, z odczuć jakie miałem, tzw. głównych czakr, pozostałe - różnych konkretnych ośrodków w organizmie (np. płatów mózgowych przez m.in. zwiększenie ciśnienia krwi i przepływu oraz doprowadzenie do określonych drgań składników krwi oraz nałożenie generowanego pola elektromagnetycznego i ukierunkowanego podzbioru pola informacyjnego z dostępnego związanego z "systemem" - kwestia struktur przestrzennych abstraktów), mając za zadanie doprowadzić do ich określonego "drgania" poprzez generowanie określonych fal przez mózg i przenoszenia przez biopole właśnie na nie. Kwestia różnych interpretacji względem "otwierania" jakiś rejonów stołu czy przyzywania czegoś w ramach systemu pola informacyjnego opartego o zestaw symboli i kreowania w ramach jego określonej rzeczywistości - przy lub bez udziału zewnętrznego - to już kwestia wtórna.
Do zrozumienia do czego służą konkretne "zewy" trzeba sięgnąć po angielskie, trącące symboliką "dla wtajemniczonych" - choć mimo wszystko dającą się zrozumieć, "tłumaczenia" do zbioru symbolicznego związanego z wykorzystywanym polem - traktowanego jako tekst "języka enochiańskiego".
Jak zatem wygląda symboliczna wersja staroangielska wytłumaczenia działania szóstego zbioru enochiańskiego, który wg mnie oddziałuje na tzw. czakrę seksualną?
The spirits of ye 4th Angle are Nine, Mighty in the firmament of waters: whome the first hath planted a torment to the wicked and a garland to the righteous: [g]iving vnto them fyrie darts to vanne the earth and 7699 continuall Workmen whose courses viset with cumfort the earth and are in government and contynuance as the second and the third. Wherfore harken vnto my voyce: I haue talked of you and I move you in powre and presence: whose Works shalbe a song of honor and the praise of your God in your Creation.
Zacznijmy z początku.
Duchów czwartego wymiaru jest dziewięć, potężnych na firmamencie wód:...
Zamiast słowa kąta (angle), należy w moim rozumieniu wziąć słowo "wymiar", odpowiadające czasowi. Woda, symbolizowała zazwyczaj żeńskość (już Salomon w Księdze Mądrości Salomona ST dawał dwuznaczne rady związane z piciem wody tylko z własnej cysterny ;) ), zwieńczenie, firmament, zaś żeńskiej natury to macierzyństwo - trwające zazwyczaj 9 miesięcy.
...które są udręką dla słabych i wieńcem dla sprawiedliwych...
Nie każdy wszak potrafi być rodzicem, i nie każdy cieszy się z potomstwa.
Jako że moja znajomość staroangielskiego jest delikatnie mówiąc znikoma, mogę zrozumieć dalszy sens wypowiedzi jako: ...dają strzały pragnące ziemi i (...) linię ludzi pracy którzy pokierują mądrością dla dobra ziemi rządząc (będąc w rządzie) i kontynuując ją jako drudzy i trzeci. Dlatego słuchaj mego głosu - dziś mówiłem o tobie i przybyłem z mocą (zwiększyłem twą moc?) i obecnością, której pracami powinny być pieśni ku czci i chwale twego Boga w twoim Stworzeniu/tworzeniu.
Cały tekst zatem mówi o przemowie ducha o dzieciach, rządach "ludzi pracy" - niekoniecznie tych na wierchuszce oraz o tym że człowiek raczej powinien śpiewać i tworzyć niż mordować. No a tekst szósty po tym działa właśnie na te "energetyczne" centra które pozwalają te linie "ludzi pracy" mieć.
Co zrobił z oryginalnym tekstem A. Sz. La Vey i jak nabił tym kabzę oraz jak umarł to już szkoda pisać...